Drugi próg podatkowy przez wiele lat kojarzył się głównie z najlepiej zarabiającymi specjalistami, kadrą menedżerską oraz przedsiębiorcami rozliczającymi się według skali podatkowej. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Wzrost wynagrodzeń, inflacja oraz brak regularnej waloryzacji progów podatkowych sprawiają, że coraz więcej osób zaczyna płacić 32% PIT od części swoich dochodów.
Dla wielu podatników jest to zaskoczenie. Pracownik, który jeszcze kilka lat temu uważał swoje wynagrodzenie za solidne, ale nie wyjątkowo wysokie, dziś może przekroczyć próg 120 000 zł rocznie i wejść w wyższą stawkę podatku. Co ważne, 32% PIT nie obejmuje całego dochodu, ale wyłącznie nadwyżkę ponad ustawowy limit. Mimo to efekt finansowy jest zauważalny, szczególnie pod koniec roku.
Właśnie dlatego coraz częściej mówi się o potrzebie podniesienia pierwszego progu podatkowego. W debacie publicznej pojawiają się propozycje, aby próg, po którego przekroczeniu zaczyna działać stawka 32%, był wyższy niż obecne 120 000 zł. Dla pracowników, zleceniobiorców, przedsiębiorców oraz działów kadrowo-płacowych byłaby to jedna z ważniejszych zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych.
Skala podatkowa to jedna z podstawowych form opodatkowania dochodów osób fizycznych. Korzystają z niej między innymi pracownicy zatrudnieni na umowie o pracę, część zleceniobiorców, emeryci, renciści oraz przedsiębiorcy, którzy wybrali zasady ogólne.
Obecnie mechanizm jest stosunkowo prosty:
Oznacza to, że podatnik nie płaci 32% od całości swoich dochodów po przekroczeniu progu. Wyższa stawka obejmuje tylko tę część dochodu, która przekracza 120 000 zł. Mimo to przekroczenie progu może być wyraźnie odczuwalne, zwłaszcza jeżeli następuje już w trakcie roku, a pracodawca zaczyna pobierać wyższe zaliczki na podatek.
Głównym powodem jest wzrost wynagrodzeń przy jednoczesnym braku automatycznej waloryzacji progu podatkowego. Jeżeli pensje rosną, ale granica drugiego progu pozostaje bez zmian, coraz więcej osób naturalnie przesuwa się do wyższej stawki podatku.
Nie zawsze oznacza to realne bogacenie się podatnika. Czasem wynagrodzenie rośnie nominalnie, ale jednocześnie rosną koszty życia, ceny usług, raty kredytów, najem, energia, żywność i inne stałe wydatki. W efekcie podatnik może zarabiać więcej „na papierze”, ale jego realna siła nabywcza nie musi rosnąć w tym samym tempie.
To właśnie ten mechanizm jest jednym z najczęściej podnoszonych argumentów za zmianą progu podatkowego. Jeżeli próg pozostaje na tym samym poziomie przez kilka lat, a przeciętne wynagrodzenie w gospodarce rośnie, wyższa stawka PIT obejmuje coraz szerszą grupę osób.
Jeszcze niedawno przekroczenie drugiego progu podatkowego było traktowane jako sygnał bardzo wysokich zarobków. Dziś próg 120 000 zł rocznie oznacza średnio 10 000 zł miesięcznie podstawy opodatkowania przed uwzględnieniem szczegółowych rozliczeń. W wielu branżach taki poziom dochodu nie jest już zarezerwowany wyłącznie dla zarządów i najwyższej kadry.
W drugi próg mogą wpadać między innymi:
Problem dotyczy także osób, które nie mają stałego wysokiego wynagrodzenia, ale w danym roku otrzymały dodatkowe świadczenia. Może to być premia, bonus, nagroda jubileuszowa, wynagrodzenie za nadgodziny, ekwiwalent urlopowy albo odprawa. Jednorazowa wypłata może sprawić, że podatnik przekroczy próg i od części dochodu zapłaci wyższy podatek.
W debacie publicznej pojawiają się propozycje podniesienia progu, od którego zaczyna obowiązywać 32% PIT. Najczęściej wskazuje się, że obecny limit 120 000 zł nie odpowiada już aktualnym realiom gospodarczym. Zwolennicy zmiany argumentują, że próg powinien lepiej odzwierciedlać wzrost wynagrodzeń i kosztów życia.
Jednym z rozważanych kierunków jest podniesienie pierwszego progu podatkowego do poziomu powiązanego z medianą wynagrodzeń albo innym wskaźnikiem gospodarczym. Takie rozwiązanie miałoby ograniczyć sytuację, w której próg podatkowy pozostaje zamrożony, a coraz większa liczba podatników wpada w wyższą stawkę wyłącznie dlatego, że nominalne pensje rosną.
Na moment przygotowania tego artykułu należy jednak podkreślić jedną rzecz: sama dyskusja nad zmianą progu nie oznacza jeszcze, że przepisy zostały zmienione. Dopóki nowe regulacje nie zostaną uchwalone i opublikowane, podatnicy oraz pracodawcy powinni stosować obowiązujące zasady.
Dla pracowników podniesienie progu podatkowego oznaczałoby przede wszystkim późniejsze wejście w stawkę 32%. Osoba, która dziś przekracza 120 000 zł podstawy opodatkowania i od nadwyżki płaci wyższy podatek, mogłaby dłużej korzystać z niższej stawki 12%.
W praktyce mogłoby to oznaczać wyższe wynagrodzenie netto w drugiej części roku. Wielu pracowników zauważa przekroczenie progu dopiero wtedy, gdy pensja „na rękę” nagle spada. Nie zawsze wynika to ze zmiany wynagrodzenia brutto. Często jest skutkiem rozpoczęcia poboru wyższej zaliczki na PIT.
Wyższy próg mógłby więc poprawić przewidywalność wynagrodzenia netto, szczególnie u osób, które zarabiają nieco powyżej obecnego limitu. Największą korzyść odczułyby osoby, których dochody przekraczają 120 000 zł, ale nie są bardzo wysokie.
Podniesienie progu podatkowego byłoby ważne również dla przedsiębiorców rozliczających działalność gospodarczą na zasadach ogólnych. Skala podatkowa bywa atrakcyjna dla osób korzystających z ulg, wspólnego rozliczenia z małżonkiem albo rozliczenia jako samotny rodzic. Ma jednak istotną wadę: po przekroczeniu progu część dochodu jest opodatkowana stawką 32%.
Dla przedsiębiorcy wybór formy opodatkowania to decyzja strategiczna. Trzeba porównać skalę podatkową, podatek liniowy i ryczałt. Znaczenie mają nie tylko stawki podatku, ale również koszty uzyskania przychodu, składka zdrowotna, ulgi podatkowe, możliwość wspólnego rozliczenia oraz przewidywany poziom dochodu.
Wyższy próg podatkowy mógłby sprawić, że skala stałaby się korzystniejsza dla większej liczby przedsiębiorców. Nie oznacza to jednak, że automatycznie byłaby najlepszym wyborem dla każdego. Każdą sytuację należy przeliczyć indywidualnie.
Jeżeli próg podatkowy nie zmienia się przez kilka lat, a wynagrodzenia i ceny rosną, coraz więcej osób zaczyna płacić wyższy podatek. Państwo nie musi formalnie podnosić stawki PIT. Wystarczy, że nie aktualizuje progów podatkowych.
Ten mechanizm bywa nazywany efektem „pełzającego opodatkowania”. Podatnik zarabia nominalnie więcej, ale część wzrostu wynagrodzenia jest przejmowana przez system podatkowy, ponieważ dochód przesuwa się do wyższego progu. Problem jest szczególnie widoczny w okresach wysokiej inflacji.
Z punktu widzenia budżetu państwa zamrożony próg oznacza wyższe wpływy podatkowe. Z punktu widzenia podatnika oznacza natomiast, że realna korzyść z podwyżki może być mniejsza niż oczekiwał.
Załóżmy, że podatnik osiąga podstawę opodatkowania w wysokości 150 000 zł rocznie. Nie oznacza to, że całe 150 000 zł zostanie opodatkowane stawką 32%.
Mechanizm wygląda następująco:
To ważne, ponieważ wielu podatników obawia się, że po przekroczeniu progu cały dochód zostanie opodatkowany wyższą stawką. Tak nie jest. Wyższa stawka obejmuje wyłącznie nadwyżkę ponad limit.
Dobre biuro rachunkowe nie powinno ograniczać się wyłącznie do księgowania dokumentów. Przy skali podatkowej szczególnie ważne jest monitorowanie narastającego dochodu klienta. Dzięki temu przedsiębiorca może wcześniej wiedzieć, że zbliża się do drugiego progu.
Taka informacja pozwala lepiej planować:
Przedsiębiorca, który dowiaduje się o wysokim podatku dopiero przy rozliczeniu rocznym, ma dużo mniejsze możliwości działania. Dlatego warto analizować sytuację podatkową w trakcie roku, a nie dopiero po jego zakończeniu.
Podniesienie progu byłoby korzystne przede wszystkim dla osób rozliczających się według skali podatkowej i osiągających dochody powyżej obecnego limitu. Nie odczuliby go natomiast podatnicy, którzy nie przekraczają 120 000 zł podstawy opodatkowania, a także osoby rozliczające się liniowo lub ryczałtem, jeżeli zmiana dotyczyłaby wyłącznie skali podatkowej.
Warto też pamiętać, że każda zmiana podatkowa ma dwie strony. Dla podatników wyższy próg oznacza niższe obciążenie lub późniejsze wejście w 32% PIT. Dla budżetu państwa oznacza natomiast niższe wpływy z podatku dochodowego, chyba że zostaną one zrekompensowane w inny sposób.
Dlatego tego typu propozycje są zwykle przedmiotem sporów. Podatnicy oczekują większej sprawiedliwości i dostosowania progów do realiów gospodarczych. Państwo analizuje natomiast skutki dla dochodów publicznych.
Niezależnie od tego, czy próg podatkowy zostanie podniesiony, podatnicy powinni znać swoją sytuację. Najgorszym rozwiązaniem jest czekanie do rozliczenia rocznego bez świadomości, że część dochodu została objęta stawką 32%.
Warto w szczególności:
Taka analiza nie musi oznaczać agresywnej optymalizacji podatkowej. Chodzi przede wszystkim o świadome planowanie i unikanie zaskoczenia. Coraz więcej osób wpada w 32% PIT nie dlatego, że nagle stały się bardzo zamożne, ale dlatego, że próg podatkowy nie nadąża za wzrostem wynagrodzeń i kosztów życia. Obecny limit 120 000 zł rocznie coraz częściej obejmuje osoby, które jeszcze kilka lat temu nie byłyby kojarzone z najwyższą stawką podatku.
Dyskusja o podniesieniu progu podatkowego jest więc naturalną konsekwencją zmian gospodarczych. Dla wielu pracowników i przedsiębiorców wyższy próg oznaczałby późniejsze wejście w 32% PIT i większą przewidywalność obciążeń podatkowych. Trzeba jednak pamiętać, że dopóki przepisy nie zostaną zmienione, nadal obowiązują obecne zasady.
Jeżeli rozliczasz się według skali podatkowej i zbliżasz się do drugiego progu, warto już teraz skonsultować swoją sytuację z biurem rachunkowym. Odpowiednio wcześnie przeprowadzona analiza może pomóc uniknąć zaskoczenia, lepiej zaplanować podatki i wybrać najkorzystniejszą formę rozliczenia na kolejny rok.